Penelope Ward
„The crush.
Zanim nas przyłapią”
Kiedy Farrah miała czternaście lat,
podkochiwała się w najlepszym przyjacielu swojego starszego brata ? uczucia do
Jace'a były jej słodką tajemnicą. Wtedy wydawało się to całkiem niewinne i
nawet zabawne. Ale beztroska nie trwała długo. Pewnego dnia, podczas powrotu z
pracy do domu, rodzice Farrah i Jace zostali napadnięci, odurzony narkotykami
bandyta zaczął strzelać. Rodzice dziewczyny zginęli, chłopak został lekko
ranny. Dla Farrah i jej brata Nathana zaczęły się trudne czasy, tym
trudniejsze, że Jace wyjechał z miasta.
Po kilku latach wrócił. Aby pomóc
rodzeństwu związać koniec z końcem, zgodził się zamieszkać w ich domu. W
dalszym ciągu traktował Farrah jak małą siostrzyczkę - dbał o nią i ją chronił.
Niespodziewanie coś się zaczęło zmieniać. Dziewczyna budziła w nim zupełnie
inne uczucia. Musiał je jednak ukrywać, to przecież młodsza siostra jego
najlepszego przyjaciela. Sytuacja była tym bardziej kłopotliwa, że również
dziewczęce zauroczenie Farrah przerodziło się w namiętną miłość.
Oboje zdawali sobie sprawę, że Nathan nigdy
nie zaakceptowałby ich związku. Krucha stabilność, jaką osiągnęła ich mała,
dziwna rodzina, zawaliłaby się jak domek z kart. Tylko jak długo można tłumić
uczucie? I co zrobić, gdy tęsknota za wtuleniem się w ramiona ukochanej osoby
staje się zbyt silna?
Sekretne pragnienia powinny do końca
pozostać w ukryciu...
„Nie pozwólcie, by ktoś powiedział wam, że
nie powinniście kogoś kochać. A czasami ten negatywny głos, który musicie
zignorować, okazuje się być waszym własnym głosem.”
To już moje któreś tam z kolei spotkanie z
twórczością Penelope Ward i kolejne, przy którym dobrze się bawiłam. Życie
Farrah zmieniło się w chwili, kiedy straciła rodziców. Jej prawnym opiekunem,
stał się starszy brat, z którym ledwo wiązała koniec z końcem. Jace, jest
przyjacielem Nathana, który po latach wraca na Florydę, by pomóc ojcu w
prowadzeniu firmy. Widząc, że jego najlepszy kumpel i jego siostra, mają
problemy finansowe, postanawia im pomóc, wynajmując u nich pokój. Dziewczyna od
dawna była zakochana w przyjacielu swojego brata, ale ta miłość była zakazana i
skazana na porażkę. Jego powrót na nowo przypomniał jej o uczuciach, które są
ciężkie do ujarzmienia. Jace’owi Farrah także nie jest obojętna. Dorosła i
wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu...
Czy ta dwójka nadal będzie tłumiła swoje
uczucia, czy w końcu pozwolą na to, żeby wybuchły?
Penelope Ward ma to do siebie, że w swoje
opowieści wplata wiele emocji, które momentalnie trafiają w czytelnika. Lubię
jej pióro, ponieważ potrafi mnie wciągnąć w swoje historie, nie pozwalając ani
na chwilę oderwać się od czytanej lektury. Farrah i Jace to dwójka bohaterów,
którzy coś w swoim życiu przeżyli. Ona i brat stracili w tym samym czasie oboje
rodziców, a Jace był świadkiem tej zbrodni. Całą trójkę to naznaczyło, ale
przecież musieli żyć dalej. Mimo wszystko ta tragedia ciągle w nich tkwiła i
ciężko z nią było sobie poradzić. Jace się od tego odciął i wyjechał,
aczkolwiek wracając po latach na Florydę, wcale mu łatwiej nie było. Bardzo
polubiłam tego bohatera, bo okazał się troskliwy, pomocny i zawsze był dla
Nathana i Farrah oparciem. Chociaż nie podobało mi się jego pewne zachowanie,
bo podjął decyzję w pośpiechu, bólu i myślał, że uciekanie od problemów
wszystko rozwiąże. Jednak tak się nie stało. Nie na darmo się mówi, że rozmowa
może rozjaśnić umysł, ale gdyby tak się stało, to ta opowieść, musiałaby się
wtedy trochę inaczej potoczyć, a Pani Ward miała po prostu na nią swój własny
pomysł, który przelała na papier. Natomiast Farrah to dziewczyna naprawdę silna
i dojrzała jak na swój wiek. Polubiłam jej osobę, bo niczego nie udawała.
Próbowała oprzeć się pokusie, jaką był dla niej Jace, ale było to nie lada
wyzwanie. Na przeszkodzie stał Nathaniel, którego oboje z Jace’em nie chcieli
skrzywdzić.
Ogólnie fabuła, nie jest jakaś zaskakująca,
bo jak mam być szczera, to wielu rzeczy się domyślałam i nie było dla mnie
zaskoczeniem, że tak się akurat stało. Mimo wszystko autorka dodała do całego
plotu emocje, które uratowały fabułę. Niestety jest jedna rzecz, do której muszę
się przyczepić i są to literówki. Był ich ogrom, co obniży moją ocenę. Przez
nie ciężko mi się czytało, bo wybijało mnie to z rytmu i gubiłam się w wątkach.
„The crush. Zanim nas przyłapią” to książka
na jeden wieczór. Jeśli się nudzicie i nie wiecie, po co moglibyście sięgnąć,
to polecam Wam tę pozycję. To taki można powiedzieć odmóżdżacz, który pozwoli
Wam odetchnąć. Polecam i oceniam tę powieść 7/10.
Kasia
Za egzemplarz do recenzji dziękuję
Wydawnictwu Editio Red.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz